Megality to starożytne wielkie kamienie, kamienne kręgi, piramidy. Tam też są miejsca anomalii magnetycznych.

czwartek, 2 lutego 2017

Tajemnica pustyni i jeziora Łebsko k/Łeby - PUCHAR dla Zwycięzcy.




Motto: Nie jest moim zamiarem reklamować to miejsce, ale wyjaśnić to co zobaczyłam tam w wizji.

Nie trzeba wyjeżdżać daleko za granicę, bo w Polsce mamy wszystko: morze, namiastkę Sahary, jeziora, góry, lasy. Mamy tutaj dużo więcej niż to widzą i wiedzą naukowcy oraz psychotronicy, ale trzeba nauczyć się patrzeć i odkrywać. Jestem wizjonerką i badaczką megalitów oraz ufologiem i moje postrzeganie pewnych spraw jest inne niż przeciętnego człowieka, naukowca, dziennikarza, kapłana, psychotronika oraz ufologa. Byłam na wielu wyprawach w kamiennych kręgach, w górach, nad jeziorami, na pustyni. Po tylu latach moja pamięć może być zawodna, ale niektóre obrazy, zdarzenia wyryły się w pamięci i bezwiednie powracałam myślami do tych miejsc. Jednym z takim miejsc jest Pustynia Łebska zwana też Polską Saharą. Nie jest moim zamiarem reklamować to miejsce, ale wyjaśnić to co zobaczyłam tam w wizji. Ostatnio byłam tam 17 lat temu wraz z Izabelą J. i Tomaszem G. z Krakowa. Okazało się, że tamta wycieczka ma duże znaczenie dla spraw o których od lat piszę oraz mówię, m.in. na Yt. Przypomnę, że w czasie minionych lat najpierw badałam kamienne kręgi, a następnie „dokopywałam się” do prawdy o zasypanych piramidach na terenie Gdyni i Kaszub. W świetle tych odkryć moja wizja dotycząca Pustyni Łebskiej nabiera znaczenia o jakim nikt z nas wówczas nie myślał. Po latach wracam do tej sprawy, gdyż ma to doniosłe znaczenie dla Polski i przyszłości…

Iza i Tomek
Po przeczytaniu mojej pierwszej książki dotyczącej kamiennych kręgów w Odrach na tygodniowy rekonesans wybrali się do mnie Iza J. oraz Tomasz G. z Krakowa. W czasie tygodnia zwiedzaliśmy różne kamienne kręgi na Pomorzu, które w tym czasie badałam. Chcieli też zobaczyć pustynię koło Łeby. Byli (są) również psychotronikami, dlatego ta wspólna wyprawa miała dla mnie duże znaczenie.
 Był słoneczny, majowy dzień 2000 roku. Wcześnie rano wyruszyliśmy do Łeby, aby do wieczora dotrzeć do znajomej k/ Koszalina. Zatrzymaliśmy się w Łebie, spacerowaliśmy po maleńkim  miasteczku, które liczy ok. 4000 mieszkańców. Jest to miejscowość wypoczynkowa z portem morskim i kąpieliskami, dlatego w sezonie letnim jest tam istne oblężenie.

W przewodnikach czytamy…
 Łeba położone jest na Wybrzeżu Słowińskim, nad rzekami Łebą i Chełstem. Park Słowiński to perełka polskiej przyrody. Można go zacząć zwiedzać począwszy od Łeby lub od Kluk gdzie jest muzeum parku. Park od lat 70- tych jest na liście Światowych Rezerwatów Biosfery UNESCO. Największą jego atrakcją są rozległe ruchome wydmy tworzące niesamowitą, zmienną scenerię. Pierwotna mierzeja zaczęła się kształtować około 5 tysięcy lat temu, a około 500-600 lat temu tutejszy krajobraz zaczął się zmieniać pod wpływem działalności człowieka. Największą atrakcja jest Wydma Łącka najwyższa w tym parku. Ciężko się na nią wchodzi, ale widoki z niej na morze i cały park są niezapomniane. Niesamowity biały piasek wydm robi wrażenie na każdym! Przy sztormowej pogodzie wydmy przesuwają się z prędkością 10 metrów rocznie, niszcząc wszystko, co napotkają na swojej drodze. Zasypują wsie, wyrywają drzewa z korzeniami. Od kilkudziesięciu lat z przyrodą nikt nie walczy - ochronę nad mierzeją i okolicami przejął Słowiński Park Narodowy. Obejmuje 19 tysięcy hektarów jezior, lasów, bagien i wydm.

No więc w drogę…
Ruszyliśmy pieszo wytyczonym szlakiem przez sosnowy las na pustynię. Wspinaliśmy się na piaszczyste białe góry skąd był niesamowity widok na Morze Bałtyckie. Siedzieliśmy tam długo  patrząc na morze. Czułam tam dziwną energię i nostalgię. Zastanawiałam się jak powstała ta pustynia i co kryją pustynne piaski? To co pisali na ten temat w podręcznikach oraz przewodnikach to niewiele. Zadałam im to samo pytanie i poprosiłam, abyśmy się nad tym skupili. Nie potrafili jednak odpowiedzieć na to pytanie, ja również, ale opowiedziałam im moją wizję, której wówczas nie rozumiałam.

Opis wizji
Zobaczyłam białą kartkę lub ekran, a po chwili na dole z lewej strony pojawił się jakiś dziwny, nieduży rysunek, a właściwie szkic. Rysunek powiększał się, ale nadal był z boku. Patrzyłam długo nic nie rozumiejąc. Co to jest? Rysunek przypominał kielich – puchar pochylony w lewą stronę czyli w stronę zachodnią patrząc na morze - tak jak siedziałam. Gdy to zrozumiałam po chwili w tym samym miejscu pojawił się wysmukły złoty kielich, tak samo pochylony, czyli na godzinę 09.50. Zastanawiałam się, dlaczego jest pochylony w lewo? Co jest z lewej strony pucharu? Wyglądało to tak jakby ktoś niewidzialny trzymał kielich i pił z niego lub coś się z niego wylało. Obraz się zbliżył i kielich widziałam bardzo blisko. Trwał w tej samej pozycji bardzo długo przed moimi oczyma. Wciąż myślałam dlaczego jest pochylony? Może trzeba go wyprostować? Gdy to pomyślałam kielich powoli zmienił swoje nachylenie i centralnie ustawił się pionowo. Był platynowy. Patrzyłam na to bardzo długo nic nie rozumiejąc. Nic innego nie działo się w tej wizji tylko ten dziwny kielich, który miałam zapamiętać.
Chciałam wiedzieć jaką tajemnicę kryją piaski pustyni. Zobaczyłam piaszczyste wzgórze wydmy na której siedzieliśmy. Po chwili z wydmy zaczął się wyłaniać piękny i dziwny budynek. Najpierw wyłoniła się wielka złota kopuła z czubkiem, a potem reszta budynku. Kopuła była złota i wielka, jednolicie gładka. Czubek był wysoki jak maszt i przypominał czubek jaki nasadza się na choinkę. Kopuła przypominała cerkiew lub meczet.  Budynek był biały, owalny, nie widziałam okien z tej strony z której patrzyłam, a wszędzie wokoło jasny piasek rozległej pustyni. Całość na tle pustyni była czysta i piękna. Morza tam nie widziałam. Ten obraz trwał bardzo długo, aż mnie to trochę zmęczyło, ale tak jest wtedy, gdy mam zapamiętać wizję na bardzo długi okres czasu i nic innego nie było ważne. Koniec wizji.
Nic z tego wówczas nie rozumiałam. Opowiedziałam co zobaczyłam, ale oni również nic z tego nie zrozumieli. No i co to ma wspólnego z pustynią i Łebą?
Poszliśmy na wieżę widokową, aby zobaczyć okolicę. Przebywaliśmy na wydmach ok. 3 godzin, a potem wróciliśmy do Łeby. Następnego dnia była przygoda na jeziorze Gardno koło Łeby.
Link http://legendarnemegality.blogspot.com/2017/01/przygoda-na-jeziorze-ebsko-keby-i.html
Po wielu latach analizując tę wizję oraz to co się zdarzyło na jeziorze Gardno zrozumiałam znaczenie symboli, ale dzisiaj wiem, że mogłam to zrozumieć dopiero wtedy, gdy zostały wykonane pewne zadania wg wskazówek w wizjach i snach. To zadanie było przeznaczone dla wielu ludzi, a nie tylko dla mnie.

Analiza wizji
Zobaczyłam białą kartkę lub ekran, a po chwili na dole z lewej strony pojawił się jakiś dziwny, nieduży rysunek, a właściwie szkic. Rysunek powiększał się, ale nadal był z boku. Patrzyłam długo nic nie rozumiejąc.”
 Dziwny rysunek w wizji był na białym tle bez żadnych kropek i szczegółów, które mogłyby mnie naprowadzić na właściwy trop. Gdy po latach zobaczyłam ten sam rysunek w atlasie nieba, zrozumiałam, że wizja ma związek z gwiazdozbiorem PUCHAR. Rysunek początkowo był niewielki, takiej wielkości jak na mapie nieba, ale potem zaczął się powiększać, tak że mogłam wyraźnie zobaczyć zarys pucharu – kielicha, jak na rysunku gwiazdozbioru. Wiedziałam, że zrozumiem to z czasem i że dotyczy to gwiazdozbioru Puchar. Ważne jest również to, iż w wizji rysunek był z lewej strony, tak jakby na coś wskazywał. Na mapie nieba jest to w innym ujęciu.
Co wiemy o tym gwiazdozbiorze?
Puchar - (łac. Crater, dop. Crateris, skrót Crt)  gwiazdozbiór nieba południowego, położony blisko równika niebieskiego. Jest to konstelacja słabo widoczna, kojarzona przez starożytnych z pucharem, z którego pili ambrozję bogowie. Jest podobny do greckiej wazy, zwanej kraterem. Znajduje się między Lwem a Wężem Wodnym, na zachód od Kruka. Bez trudu znajdziemy go pod Denebolą z konstelacji Lwa. Liczba gwiazd dostrzegalnych nieuzbrojonym okiem wynosi około 20. W Polsce najlepiej widoczna jest wiosną.
Najjaśniejsze gwiazdy:
Alkes - pomarańczowy olbrzym emitujący 40 razy więcej promieniowania niż nasze Słońce. Gwiazda jest od nas oddalona o 136 lat świetlnych, a jej nazwa jest jednocześnie arabską nazwą całego gwiazdozbioru (al-ka's oznacza w przekładzie płytką czarkę lub puchar).
beta Crateris - należy do białych olbrzymów. Jej światło potrzebuje 72 lata, aby dotrzeć na Ziemię.
gamma Crateris - gwiazda podwójna, której składniki obiegają wspólny środek masy. Główny składnik układu należy do żółtobiałych podolbrzymów. Układ znajduje się w odległości 148 lat świetlnych.
delta Crateris - najjaśniejsza z gwiazd konstelacji pomimo, iż jest położona najdalej - 172 lata świetlne od Ziemi.
Ponieważ Puchar leży daleko od Drogi Mlecznej, duża część obiektów do obserwacji przez astronomów amatorów to małe blade galaktyki. Konstelacja zawiera kilka galaktyk spiralnych na granicy z Krukiem – wszystkie odkryte przez Williama Herschela. Do ich obserwacji potrzebny jest teleskop średnich rozmiarów. Ponieważ wszystkie te gwiazdy są czwartej lub piątej wielkości, więc trzeba ciemnego nieba, żeby je wyraźnie zobaczyć.
Gwiazdozbiory to symbole… tak jak wizje. Zrozumienie wizji jest wielopoziomowe i wymaga rozległej wiedzy. PUCHAR dla Zwycięzcy. Z czym się kojarzy puchar, kielich?
Astronomia - jeden z gwiazdozbiorów nieba południowego, ozdobny kielich, czara, kryształowe naczynie, nagroda.
Sport -  trofeum sportowca, kielich dla mistrza, kielich w nagrodę.         
Patrząc na gwiazdozbiór Puchar widzę plan… Badając różne kamienne kręgi patrzyłam na nie jak na plan różnych gwiazdozbiorów zapisany za pomocą kamieni ustawionych w kręgi. Odwzorowania gwiazdozbiorów są widoczne na ich planach geodezyjnych! Z czasem okazało się, że jest to również plan baz kosmicznych, które poszukiwałam w terenie. Plan gwiazdozbioru PUCHAR to również plan baz kosmicznych, ale trzeba nałożyć ten plan w odpowiedniej skali na terenie Polski - Europy, odszukać je i zrozumieć o co chodzi.
 „Rysunek przypominał kielich – puchar pochylony w lewą stronę czyli w stronę zachodnią patrząc na morze - tak jak siedziałam. Gdy to zrozumiałam po chwili w tym samym miejscu pojawił się wysmukły złoty kielich, tak samo pochylony, czyli  na ok. godzinę 09.50. Zastanawiałam się, dlaczego jest pochylony w lewo? Co jest z lewej strony pucharu?”
Okazało się, że z lewej strony jest płytkie jezioro Łebskie, jak płytki puchar, czara. No więc mamy już pierwszą wskazówkę. W gwiazdozbiorze Puchar największa jest gwiazda Alkes - jej nazwa jest jednocześnie arabską nazwą całego gwiazdozbioru (al-ka's oznacza w przekładzie płytką czarkę lub puchar). Na rysunku w wizji Puchar był z lewej strony. Ale co się za tym kryje? Czego szukamy w terenie? Co widzicie na planie gwiazdozbioru…?

Jak powstało jezioro Łebsko? Tego nikt nie wie, są tylko TEORIE NAUKOWE.
„Jezioro Łebsko jest największym jeziorem przybrzeżnym na polskim wybrzeżu i zarazem trzecim co do wielkości (po jeziorach Śniardwy i Mamry) akwenem. Jest to płytkie jezioro – średnia głębokość od 1,6 m - 6,3 m. Powierzchnia jeziora od 1941 roku zmniejszyła się o około 382 ha i współcześnie nadal ulega dalszemu ograniczeniu. Proces wypłacania zbiornika obserwowany jest na całym jego obszarze. W strefie przybrzeżnej przyczyn zjawiska należy upatrywać w osadzaniu się piasku nawiewanego z obszarów wydmowych Mierzei Łebskiej oraz w postępującym rozwoju szuwarów trzcinowych, rosnących w przybrzeżnych płyciznach i na podmokłych brzegach. (…) Dno jeziora urozmaicone jest przez ciągnące się głębokie, równoleżnikowe rynny. Brzeg południowy przeważnie podmokły. Część przybrzeżna wód silnie zarośnięta szuwarami.”
Patrząc na mapy tego terenu, biorąc pod uwagę to, że maksymalna głębokość jeziora Łebsko wynosi od 1,6m – 6,3m, a Gardno - 2,6 m oraz pamiętając to co mówił geolog dr F. Zalewski z Krakowa (linki poniżej) doszłam do wniosku, że jeziora powstały w wyniku impaktu meteoroidów i asteroid. W ten sposób powstały kratery, które wypełniły się wodą z rzeki i morza. Przez tysiące lat te dwa jeziora stopniowo są zasypywane piaskiem z Pustyni Łebskiej. Zwróciłam uwagę na istotny szczegół – „dno jeziora urozmaicone jest przez ciągnące się głębokie, równoleżnikowe rynny.”
Skąd w tym płytkim jeziorze głębokie rynny – bruzdy na dnie? Widocznie spadający wielki meteoryt lub asteroida wbijając się głęboko w ziemię wyrył głębokie bruzdy w ziemi, które pozostały do dzisiaj. Impakt spowodował kilkumetrową wielką dziurę w ziemi oraz potężny wyrzut piasku w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Tam też powinien być zasypany przybysz z kosmosu. W ten sposób powstało trzecie co do wielkości jezioro przybrzeżne w Polsce. Podobnie musiało być z powstaniem jeziora Gardno, ale tam do dzisiaj pozostała tajemnicza… kamienna wyspa. Takich jezior w Polsce, a szczególnie na Pomorzu  i Mazurach jest bardzo dużo!!

Kiedy doszło do kataklizmu na terenie Europy i świata?
Co o tym mówią geolodzy?
https://lukaszkulak92.wordpress.com/2015/12/12/zaawansowana-cywilizacja-z-krakowa/
cyt. „Pan Jan po wieloletnich badaniach w różnych miejscach świata m.in.: na kontynencie europejskim, afrykańskim i amerykańskim doszedł do wniosku, że w czasach prehistorycznych na Ziemi istniała globalna cywilizacja, którą ostatecznie unicestwiła katastrofa na skalę kosmiczną ok. 13 000 lat temu (dokładnie wg. geologa 12 760 lat temu, młodszy dryas). Chcąc dowiedzieć się nieco więcej zapytałem, co właściwie przemawia za prehistoryczną,  globalną katastrofą?
- Wszystko. Katastrofa to ślady zapisane geologicznie. Rozpocząłem swoje badania w Egipcie i kontynuowałem je dalej w Polsce i Stanach Zjednoczonych. Identyczna kwestia dotyczy znaków istnienia zaawansowanych cywilizacji w prehistorii, które możemy odnaleźć nawet w Polsce.
– Rozumiem, że katastrofa miała charakter globalny?
– Oczywiście. Sądząc po śladach, które odnalazłem w 2003, 2004, 2005 i 2006. Po wielu latach pracy w 2010 roku Amerykanie odnaleźli ślady katastrofy na terenie USA w Karolinie Północnej, gdzie znajduje się pole kraterów meteorytowych, które datowali na 12 800 lat. Od 3 – 5 lat na całym świecie zaczęła się pojawiać ta data na konferencjach naukowych, choć nigdy wcześniej nikt nie wspominał o tak katastrofalnym wydarzeniu na skalę globalną w tym czasie. Kiedy pojechałem na konferencję młodych egiptologów  i powiedziałem, że kataklizm miał miejsce ok. 13 000 lat temu, to od tamtej pory nikt nie przyjmuje moich referatów. Chodzi o to, że nikt nie chce o tym słyszeć, ponieważ to podważa wszystkie badania. Dowodów naukowych potwierdzających katastrofę nie da się nigdzie opublikować. Jednak od pewnego czasu ludzie zaczęli dostrzegać, że jednak coś w tym wszystkim jest. Amerykanie potwierdzili moje przypuszczenia dotyczące kataklizmu i próbowali opublikować swoje badania w 2009 roku w „Science”. Okazało się, że sztuka ta jest niemożliwa. Wobec tego spróbowali swoich sił w rosyjskim czasopiśmie naukowym i odtąd wszyscy zaczęli datować, że katastrofa wydarzyła się 10, 12 tysięcy lat temu. Ja mówię konkretnie: katastrofa ta, wydarzyła się 12 760 lat temu, wiosną.
…Geolog niejednokrotnie podkreślał, że nie trzeba wcale podróżować po całym świecie, żeby odkryć ślady po prehistorycznych, wyrafinowanych kulturach. Wiele śladów istnienia takich cywilizacji mamy bowiem pod nosem! I Faktycznie zgadzam się z Panem Janem w całej rozpiętości. Wystarczy tylko albo aż dobrze patrzeć i trochę pomyśleć …”
A to linki do wywiadów z geologiem dr F. Zalewskim z Krakowa
Około 13 000 lat temu na terenie dzisiejszej Gdyni...  http://porozmawiajmy.tv/kamien-nie-klamie-dr-franc-zalewski/
oraz „Piramidy pod mikroskopem”  - geolog dr Franc Zalewski wykład w GDAŃSKU
Cz.1 https://www.youtube.com/watch?v=DrtqmyroOuI&feature=youtu.be
Cz.2   https://youtu.be/sUcybWAy0J4

Skąd taka ilość meteorytów…?
Odpowiedź jest w astronomii! Astrofizycy badali nasz Układ Słoneczny i zrozumieli, że w naszym US była jeszcze jedna planeta, co potwierdzają m.in. mity i legendy Indian Hopi. Oczywiście Indianie nie wiedzą dlaczego została zniszczona ta planeta. Sądzę, że była to wojna OBCYCH o wpływy, dlatego planeta Faeton (Phaeton) została zniszczona, część spadła na Słońce, na Jowisza oraz krąży w pasie asteroid wokół niego, a część spadła na Ziemię.  W Internecie jest wiele publikacji na ten temat.
Odłamki planety małe i wielkie spadały również na Ziemię, a szczególnie na północną część globu, który dosłownie został zryty. Ziemia wiruje w czasie 24 godzin wokół własnej osi, więc spadające kawałki zniszczonej planety bombardowały szczególnie kontynent Europy, Azji i Ameryki, spadały na morza i oceany. Powstały wielkie trzęsienia ziemi oraz potężne tsunami, które zalały kontynenty. Doszło do przebiegunowania ziemi, oś ziemi została przesunięta! Potem nastąpiła zima nuklearna czyli zlodowacenie. Współcześni astronomowie obliczyli, że nachylenie osi ziemi wynosi 23.27 stopnia, czyli obecnie jest to Precesja w Smoku. Obecny stan wiedzy i nauki utrzymuje ludzi w przekonaniu, że PRECESJA w Smoku jest stała i że nie ma to dla nas żadnego znaczenia. W Internecie, w czasopismach naukowych pojawiają się różne publikacje dotyczące najnowszych odkryć w rożnych dziedzinach: astronomii, fizyki, geologii, archeologii, itd. Te publikacje zmuszają do myślenia, jednak nie dają odpowiedzi na nurtujące mnie pytania dotyczące osi Ziemi.
Czy są dowody na to, że oś Ziemi była zawsze w tym sam miejscu i pod takim samym kątem nachylenia jak to jest obecnie, czyli Precesja w Smoku?
Po ostatnim kataklizmie ok. 13 000 lat temu pozostały budowle np. w Indiach, w Meksyku, które wskazują iż kąt nachylenia osi Ziemi wynosił około 7 st.,  co oznacza, że nie była to Precesja w Smoku. Więc w jakim gwiazdozbiorze wówczas była precesja i koniunkcja Ziemi? Te artefakty dla współczesnych naukowców są  z a g a d k ą , bo przecież wg TEORII NAUKOWYCH człowiek pochodzi od małpy.
Czy są jakieś dowody na to, że na Ziemię spadały liczne odłamki skał zniszczonej planety?
Na ziemi są liczne kratery np. na pustyniach, które badają geolodzy. Ostatnio dzięki Internetowi mapy Lidar ujawniają liczne kratery w Polsce, Europie, itd. i każdy może to sprawdzić.

Jaki był pierwotny kąt nachylenia osi Ziemi w poprzedniej cywilizacji oraz z jakim gwiazdozbiorem (lub z którą galaktyką) była złączona Ziemia w Precesji i Koniunkcji? Nie mam pojęcia, ale z analizy mojej wizji na Pustyni Łebskiej wynika iż wskazówką jest gwiazdozbiór PUCHAR i jego obecne nachylenie pod kątem, czyli na godz. 09.50 – tak jak na rysunku w wizji. A w jakim gwiazdozbiorze i koniunkcji będzie Ziemia, gdy PUCHAR ustawimy się w pionie?
„Wyglądało to tak jakby ktoś niewidzialny trzymał kielich i pił z niego lub coś się z niego wylało. Obraz się zbliżył i kielich widziałam bardzo blisko. Trwał w tej samej pozycji bardzo długo przed moimi oczyma. Wciąż myślałam dlaczego jest pochylony? Może trzeba go wyprostować? Gdy to pomyślałam kielich powoli zmienił swoje nachylenie i centralnie ustawił się pionowo. Był platynowy. Patrzyłam na to bardzo długo nic nie rozumiejąc. Nic innego nie działo się w tej wizji tylko ten dziwny kielich, który miałam zapamiętać.”
W kontekście do wcześniejszego wywodu oraz wizji wynika iż gwiazdozbiór PUCHAR po tysiącach lat zacznie się prostować, aż stanie pionowo czyli tak jak to wyglądało przed kataklizmem ok. 13 000 lat temu lub w czasie Pierwszej Cywilizacji. Oznacza to, iż położenie tego gwiazdozbioru jest wskazówką dla astronomów oraz dla nas. Aby do tego doszło oś ziemi musi zmienić swoje położenie czyli wrócić do pierwotnego położenia w pionie, co oznacza że czeka nas przebiegunowanie.  Będziemy w innej precesji i koniunkcji. Jeszcze jesteśmy w precesji i koniunkcji (wpływie) Smoka, ale w wizji prostowanie PUCHARU czyli OSI ZIEMI jest w toku. Gdy PUCHAR stanie w pionie PRECESJA i koniunkcja się zmieni, będzie stabilna i mocna, gdyż w wizji nie mogłam ruszyć kielicha z miejsca, czyli nikt tego już nie zmieni. Dlaczego? Na to pytanie odpowiedź jest w drugiej zagadkowej wizji.
„Chciałam wiedzieć jaką tajemnicę kryją piaski pustyni. Zobaczyłam piaszczyste wzgórze wydmy na której siedzieliśmy. Po chwili z wydmy zaczął się wyłaniać piękny i dziwny budynek. Najpierw wyłoniła się wielka złota kopuła z czubkiem, a potem reszta budynku. Kopuła była złota i wielka, jednolicie gładka. Czubek był wysoki jak maszt i przypominał czubek jaki nasadza się na choinkę.”
Myśląc o kopule i maszcie przypomniałam sobie inną wizję, która miałam w zeszłym roku. Tam również użyłam tych samych słów do opisu innej kopuły! Czyżby dotyczyło to tego typy kopuł w Polsce i na całej Ziemi?

Fragment wizji
http://legendarnemegality.blogspot.com/2016/11/tron-krola-lajszla-jlahwe-i-super_27.html
„….Wychodzę i idę ulicą prostopadłą do tej którą szłam. Wiem, że jestem w innym miejscu i czasie , ale na tym samym terenie. Po chwili widzę, że domy są inne, duże i luksusowe, a potem wielkie jak pałace. Pomiędzy nimi w luce widzę odległą wysoką i stromą górę, a na jej szczycie coś błyszczy w blasku  słońca. Patrzę zdumiona i zachwycona. Była to wielka lśniąca kopuła w kolorze srebrzystym, która odbijała złociste promienie słońca lub kuli jak słońce i  wyglądało to zjawiskowo. Pomyślałam: tam świeci słońce takie samo jak nasze. Kopuła wygląda jak czubek na choince albo jak kopuła na cerkwi. Obok niej była inna budowla z czubkiem, ale trochę jakby mniejsza. Patrzę zdumiona, bo to wyglądało jak Wielka Piramida! Patrzę z niedowierzeniem myśląc: dlaczego to postawione jest na tak wysokiej, stromej i odległej górze?? Obie budowle były wielkie, ale tam było jasno i kolorowo w przeciwieństwie do tego miejsca z którego na to patrzyłam.
Idę dalej, ale wiem, że obok mnie ktoś idzie, tłumaczy i pokazuje mi różne budowle. Dochodzimy do miejsca, które przypomina wielką świątynię lub pałac…(…) Zawracamy i nagle moją uwagę przykuwa olbrzymich rozmiarów krzyż z wiszącym Jezusem, tak jak w naszych czasach. Myślę: to wtedy też było Chrześcijaństwo???”
No i tutaj znaczenie ma pierwsza część wizji i złoty kielich – symbol PRZYMIERZA. Wyjaśniam to w  art.  „Z kim Jezus Chrystus zawarł Nowe Przymierze i dlaczego?”
https://www.facebook.com/notes/eleonora-zofia-piepi%C3%B3rka/z-kim-jezus-chrystus-zawar%C5%82-nowe-przymierze-i-dlaczego/319587948067084
oraz https://pl.wikipedia.org/wiki/Graal
Graal (inaczej Święty Graal, Sangreal) – legendarny kielich (lub misa), z którego Chrystus pił podczas Ostatniej Wieczerzy. Nazwa Graal pochodzi od starohiszpańskiego słowa grial (kubek)[1].

Co kryją piaski Pustyni Łebskiej?
Analizując kształt budynku, zastanawiałam się do czego on służył? Zaintrygował mnie wysoki maszt i kształt kopuły jak w Planetarium lub Obserwatorium Astronomicznym. Siedząc na wydmie z Izą i Tomkiem „czułam tam dziwną energię i nostalgię”. Zastanawiałam się co to za energia i skąd dochodzi? Czy była to energia masztu z urządzenia nadawczo – sygnalizacyjnego w Kosmos? Czy to jeszcze działa…? Jak to wykorzystać…? Jaka wówczas była PRECESJA?
Zrozumiałam, że piaski Pustyni Łebskiej kryją tajemnicę kodu Ziemi i pierwotnej Precesji… w RAJU.
Patrząc na plan nieba gwiazdozbioru Puchar pamiętajmy, że tego typu urządzeń z kopułami złotymi i platynowymi w Polsce, Europie i na całej Ziemi jest dużo! Jedno z nich jest na Pustyni Łebskiej.
Oprócz tego jest system obronny czarnych – bazaltowych piramid na całej Ziemi. Jedna z nich jest w Gdyni. Są to dwa systemy obronne Ziemi, ale na pewno są też inne, lecz ja o tym nic nie wiem. Zobaczyłam to w wizach i miałam zrozumieć, gdyż są to technologie Króla Lajszala z Pierwszej Cywilizacji.
Gwiazdozbiór Puchar jest stale widoczny na południowym niebie, a u nas  widoczny jest od marca do jesieni. Czy to znaczy, że w czasach Pierwszej Cywilizacji ta konstelacja była widoczna na naszym niebie tak jak teraz jest widoczna na południowym niebie? Czy jeżeli ustawimy PUCHAR w pionie, to zobaczymy jaka była pierwotna PRECESJA i koniunkcja? Tu potrzebna jest pomoc astronoma w PLANETARIUM, aby przygotować taką symulację nieba.

Kiedy powstało Morze Bałtyckie?
„Kopuła przypominała cerkiew lub meczet. Budynek był biały, owalny, nie widziałam okien z tej strony z której patrzyłam, a wszędzie wokoło jasny piasek rozległej pustyni. Całość na tle pustyni była czysta i piękna. Morza tam nie widziałam. Ten obraz trwał bardzo długo, aż mnie to trochę zmęczyło, ale tak jest wtedy, gdy mam zapamiętać wizję na bardzo długi okres czasu i nic innego nie było ważne.” Tak minęło 17 lat…
Aby zrozumieć co kryją piaski pustyni trzeba zrozumieć co było na tym terenie przed kataklizmem. Z wizji wynika, że nie było morza. Była tutaj pustynia, a na niej tajemnicza i nowoczesna budowla.
Kiedy powstało Morze Bałtyckie?
Choć Morze Bałtyckie spełnia wszystkie podręcznikowe wytyczne by nazwać je morzem, to jednak jest morzem nietypowym. Tak na prawdę, jest zalanym obszarem ziemi po ustępującym lądolodzie, przez długi czas było nawet zwykłym jeziorem. O ile oceany i większość mórz, leżą w swego rodzaju "rozpadlinach" powstałych na skutek ruchu kontynentów i są tworami głębokimi i trwałymi, o tyle Bałtyk leży po prostu na szelfie kontynentalnym.
Szelf_kontynentalny - część kontynentu zalana wodami (morzem).
Co to oznacza? Że nasz Bałtyk jest bardzo, bardzo płytki, przynajmniej jak na morza i oceany.
Głębokość Bałtyku na dużych obszarach ma zaledwie 10-30 m! Największa głębia w okolicach Polski ma 118 m(Zatoka Gdańska), zaś największa głębia w całym Bałtyku to 459 m.
Morze Bałtyckie, Bałtyk (łac. balteus – pas. Nazwa Bałtyku pojawia się po raz pierwszy u Adama z Bremy. Morze Bałtyckie jest jednym z najmłodszych mórz Oceanu Atlantyckiego. Liczy około 12 tys.lat.  (Kataklizm był ok. 13 000 lat temu). W swoim rozwoju przechodziło kilka faz, kształtując się na obszarze pierwotnego lądu zwanego Fennoskandią. Niekiedy traciło kontakt z oceanem, stając się olbrzymim jeziorem.
Bałtyckie Jezioro Lodowe, 12–10 tys. lat temu
Morze Yoldiowe, 10–9 tys. lat temu
Jezioro Ancylusowe, 9–8 tys. lat temu
Morze Litorynowe, 8–4 tys. lat temu
Morze Mya, 4 tys. lat temu – do dziś – płytkie morze śródlądowe na szelfie kontynentalnym w północnej Europie.
 Głębokość
Morze Bałtyckie dzieli się na 3 wielkie baseny:
Basen Botnicki o maksymalnym zagłębieniu 294 m
Basen Gotlandzki o maksymalnym zagłębieniu 459 m
Basen Bornholmski o maksymalnym zagłębieniu 105 m
Oprócz głębi i rynien charakterystyczną cechą rzeźby dna Bałtyku jest występowanie znacznych pod względem obszaru płycizn, zwanych ławicami. Zbudowane są one przeważnie z materiału piaszczysto-żwirowego i kamienistego, będącego pozostałością dawnych moren polodowcowych.
Skąd w Morzu Bałtyckim tak wielkie głębiny - dziury? Biorąc pod uwagę to co się działo na tej szerokości geograficznej ok. 13 000 lat temu doszłam do wniosku, że jest to pozostałość po upadku potężnych asteroid, które wybiły potężne dziury w ziemi oraz rynny siejąc spustoszenie niczym bomba atomowa. Skutkiem tego były potężne trzęsienia ziemi, wielkie tsunami, które zalały cały kontynent, a potem nastała epoka lodowcowa…
Wg geologów nasze morze postało 6000 lat temu, gdy stopił się lodowiec.
Pamiętajmy, że Głębina Gdańska ma 118 m i również powstała w wyniku impaktu asteroidy. Co kryją piaski pustyni łebskiej, wzgórza Trójmiasta oraz w całej Polsce i Europie?
Podpowiedzią co kryją piaski pustyni jest moja wizja oraz film zat. „Tajemnice i Sekrety Piramid” https://www.youtube.com/watch?list=PLHug-Iz2N_dSwz9ciNMK3x-wG5iwzmic_&v=Z8ZUPaHksEc
Dla przykładu podaję ten film z kilku powodów. Pani archeolog opowiada o odkryciu na pustyni zasypanych piramid i 3.000 pomieszczeń w dwóch poziomach w odległości 95 km od Kairu. Badali to georadarami POLACY! To co pokazała nowoczesna technologia pod ziemią było bardzo stare. Jest tam wielkie podziemne miasto! Jest tam sztuczne jezioro i wyspa z dwiema piramidami. Gdzie są ci POLACY z georadarami aby prześwietlić piaski naszej pustyni? Przypomnę – „Puchar, gwiazdozbiór nieba południowego, położony blisko równika niebieskiego.” Czy jest tam odpowiednik tego co jest na Pustyni Łebskiej?
Inny przykład: „Nieliczni wiedzą, że w całej Europie istnieje tysiące podziemnych tuneli prowadzące z północnej Szkocji w dół do Morza Śródziemnego.”
tłumaczenie automatyczne cyt. „Ta 12.000-letnia masywna sieć podziemna jest bardzo imponująca. Dlaczego te starożytne tunele zbudowano? Czy to może nasi przodkowie musieli szukać ochrony w ziemi? (…) Wiele ze starożytnych legend opowiada o wielkiej katastrofie, która miała miejsce w czasach starożytnych. Kilka mitów i legend, mówi jak zachowali się pierwsi ludzie gdy wyszli z podziemnych jaskiń, tuneli, a nawet miast!”
Tego typu odkrycia i artykuły są dowodem przeciwko TEORIOM NAUKOWYM o pochodzeniu CZŁOWIEKA od małp oraz historii ciągłości cywilizacji na kontynencie Europejskim, a także przeciwko oficjalnej historii Polski. Liczne filmy i artykuły potwierdzają, że nasi inteligentni przodkowie wiedzieli co ich czeka i zabezpieczyli się schodząc w podziemia, aby przeczekać globalny kataklizm i przebiegunowanie ziemi. Nieliczni przetrwali, reszta zginęła…
Obecna precesja i koniunkcja w SMOKU, która trwa od tysięcy lat jest dla nas destrukcyjna pod każdym względem! Wojna z CZŁOWIEKIEM trwa na wszelkie sposoby od milionów lat - od Pierwszej Cywilizacji.

Co nam przyniesie Precesja w Smoku w najbliższej przyszłości?
Ludzie chyba nie rozumieją lub nie wierzą że historia może się powtórzyć. Dla przykładu; http://innemedium.pl/wiadomosc/nowy-koniec-swiata-jest-zaplanowany-na-16-lutego
„Czy masz plany na 16 lutego (2017)? Bo jeśli jest to coś istotnego, to radzimy kilka dni przed odroczyć decyzje w ważnych sprawach. Kto wie, być może 17 lutego nigdy nie nadejdzie. Pod koniec ubiegłego roku agencja kosmiczna NASA ogłosiła, że w kierunku Ziemi zmierza bardzo duży obiekt kosmiczny. Jak się okazało, to asteroida, której wielkość waha się od 500 m do 1 km. Intruzowi nadano nazwę 2016 WF9.”
2017-01-19 „Jeśli zderzą się z Ziemią, zniszczą cały kontynent. Polacy ostrzegają przed kosmiczną katastrofą w 2019 roku”
„W roju Taurydów znajduje się strumień kosmicznych ciał, z których największe, w przypadku zderzenia z Ziemią, mogą spowodować katastrofę całego kontynentu – wynika z obserwacji Polskiej Sieci Bolidowej. Najbliższe spotkanie z niebezpiecznym strumieniem - w 2019 r.
Taurydy to rój meteorów, który powstał około 30-40 tysięcy lat temu w wyniku katastrofy, do której doszło w wewnętrznym Układzie Słonecznym. Zniszczone zostało wówczas ciało o rozmiarach kilku lub nawet kilkunastu kilometrów. Powstałe w ten sposób szczątki poruszają się po orbicie, która aż w dwóch miejscach przecina się z orbitą naszej planety, przez co Ziemia aż dwa razy do roku wpada w rój kosmicznych odłamków, nazywanych Taurydami.
...Naukowcy z Polskiej Sieci Bolidowej zidentyfikowali aż 10 planetoid o rozmiarach od kilkudziesięciu do kilkuset metrów, które poruszają się po orbitach praktycznie takich samych, jak Taurydy. „A skoro Taurydy uderzają w naszą atmosferę powodując zjawiska meteorów, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby doszło do spotkania z większym ciałem. Tym bardziej, że katastrofa tunguska, którą spowodował obiekt o rozmiarach około 50-100 metrów, pokazuje wyraźnie, iż takie rzeczy mogą się zdarzać” - tłumaczy dr Olech.
…Obserwacje w całości potwierdziły model Davida Ashera. Ponadto dla danych z roku 2005 naukowcy wyznaczyli 37 precyzyjnych orbit Taurydów, a dla danych z 2015 ich liczba wzrosła do 215. Wśród nich znalazły się zjawiska tak jasne jak np. bolid Okonek z 31 października 2015 roku, który był aż 20 razy jaśniejszy niż Księżyc w pełni, i którego pojawienie się szeroko komentowano w mediach.”
W zeszłym roku pisałam na temat komety – asteroidy krążącej w naszym US.
Na koniec przypomnę, że w wizji Platynowy kielich stał w pionie. Oznacza to powrót do Precesji jaka była w Pierwszej Cywilizacji, a więc uda się…  Była to super cywilizacja CZŁOWIEKA, a nie małp jak chcą „naukowcy”. Z powodu buntu i morderstwa Króla Lajszla doszło do zagłady Pierwszej Cywilizacji, lecz ich technologie nadal działają ukryte w ziemi. OBCY w precesji SMOKA i Węża nie pozwolą aby te urządzenia zostały wykorzystane przez Człowieka, raczej zniszczą kolejną cywilizację…
Nieliczni wiedzą, że żyjemy w Precesji w Smoku i że właśnie dlatego mamy piekło... Symbole i gwiazdozbiory mają duże znaczenie dla naszej cywilizacji oraz wiary i religii.  O starodawnym Wężu, który zwiódł Adama i Ewę w Raju mówi Biblia. Proroctwa biblijne zapowiadają koniec ich panowania czyli koniec Precesji w Smoku. W modlitwie mówimy: „Ojcze nasz przyjdź królestwo Twoje…” - KOSMICZNE KRÓLESTWO SUPER CYWILIZACJI CZŁOWIEKA. Z powodu wielu pytań w wielkim skrócie napisałam kiedyś na ten temat…
Lajszla- Laszla- Lachwe- JHWH…
JAHWE BYŁ KRÓLEM CYWILIZACJI SŁOWIAN...
JAHWE BYŁ KRÓLEM CYWILIZACJI SŁOWIAN w czasie Pierwszej Cywilizacji na terenie dzisiejszej Polski, Europy i całej planety. Pamięć o Królu i Kosmicznym Królestwie oraz naszym pochodzeniu została zabezpieczona na wiele sposobów, m.in. poprzez wiarę i religię. Tajemnica wiary została odkryta. Jej początek i koniec jest na terenie Polski, dlatego, że właśnie tutaj jest Grobowiec Króla Jahwe.
Ew. Jana 1-4. "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało co powstało. W nim było życie, a życie było światłością ludzi."
Biblia w symbolu mówi o buncie aniołów pod przewodnictwem Lucyfera i Szatana, którzy posłuchali podstępną cywilizację WĘŻA i Smoka w Raju. Byli to ludzie z Rządu Króla Jahwe. Król został zdradzony, a następnie zabity. Jest to ich największą tajemnicą oraz tajemnicą naszej wiary i religii!! Król został pochowany w piramidzie w grobowcu, która znajduje się na terenie Gdyni, w Świętej Górze. Arka Przymierza to replika GROBOWCA KRÓLA JAHWE. Po śmierci stał się BOGIEM tak jak Jezus. Misją Jezusa docelowo była śmierć, aby tym samym pokazać co zrobili z Ojcem Cywilizacji - w czasie Pierwszej cywilizacji. Robiąc znak KRZYŻA mówimy: W Imię OJCA (jakie Imię?) i Syna (jakie Imię?) i Ducha (jakie Imię?).
 Piramida w Gdyni została zasypana na skutek kataklizmów. Od zarania dziejów POLSKI jej tajemnicy strzegli święci pustelnicy.
 "Nazwa Jude wywodzi się od słowiańskiego słowa L – Jude ljude, oznaczającego ludzi po przejściu przez łacinę i język francuski w postaci Judaiqwe czytana Żydik przywędrowała do Ploski pod postacią Żydzi. Biblijni Synowie Boży zwani El Lochim to nic innego jak El Lachim – Lachowie. Lingwiści jak i Logopedzi dowodzą, że „l” przechodzi nie tylko w „r” lecz także w „j” i tak nazwa Boga Izraelitów Jachwe zapewne wcześniej brzmiała Lachwe i do dziś może obowiązywać jako nazwa tajemna. Podobnie rzecz ma się z imieniem Jezusa – Jeszua zapewne nazywał się Leszua, a także z proroctwem jego narodzin; „ I wyrośnie rożdżka z pnia Jessego”- Lesseg "
 A teraz przeczytajcie moją wizję zat. „Ginava zaginione miasto z czasów Pierwszej Cywilizacji na Zatoce Gdańskiej” . W Pierwszej Cywilizacji na tym terenie była Ginava, w Drugiej Cywilizacji była  Giwina, w Trzeciej Gowina, w Czwartej Gdynia…
”Tajemnica Arki Przymierza „ http://www.youtube.com/watch?v=2_GmURYektI
To co wcześniej odkrywałam i opisywałam spotykało się z niechęcią i wielkimi awanturami głównie naukowców, gdyż obala to ich TEORIE NAUKOWE, oraz psychotroników – zwolenników religii Smoka i Węża - bo to ich ludzie!
Sądzę, że wizja na Pustyni łebskiej została mi pokazana w symbolu po to, aby przekazać to do Waszej wiadomości w obliczu nadchodzącej zagłady cywilizacji. Gdyby to miało zostać w tajemnicy nikt nigdy by o tym nie wiedział. Skoro to zobaczyłam i zrozumiałam, to moim obowiązkiem było o tym napisać. Oczywiście ten temat wymaga dużo więcej wyjaśnień oraz badań, ale to już pozostawiam komu innemu. Ja nie będę tym się zajmować. Miałam zrozumieć napisać i wskazać. To jest zadanie dla wielu ludzi…!
Jest to również okazja do podsumowania i zakończenia tego etapu mojego życia oraz pracy poszukiwawczo - badawczej.
Astronomia - jeden z gwiazdozbiorów nieba południowego, ozdobny kielich, czara, kryształowe naczynie, nagroda.
Sport -trofeum sportowca, kielich dla mistrza, kielich w nagrodę…        

Eleonora – Zofia Piepiórka

 Gdynia 01.02.2017r.

niedziela, 8 stycznia 2017

Przygoda na jeziorze Gardno k/Łeby i tajemnica kamiennej wyspy…

Motto: Jeszcze jedna PIRAMIDA na terenie Pomorza!

Miałam 35 lat gdy rozpoczęłam samodzielne badania kamiennych kręgów, ale jednocześnie powoli odkrywałam niesamowitą tajemnicę ŚWIĘTEJ GÓRY w Gdyni, czyli zasypanej piramidy z Pierwszej Cywilizacji, a żyjemy w Czwartej Cywilizacji. Wyruszając przed laty na „wyprawę poszukiwawczo – badawczą” w nieznaną dla mnie dziedzinę, najpierw zbierałam wszelkie informacje, co pozwoliło mi rozpoznać czym naprawdę są kamienne kręgi, co kryją gdyńskie wzgórza oraz całe Pomorze. To co odkrywałam było sprzeczne z TEORIAMI i HIPOTEZAMI naukowymi oraz oficjalną historią Polski i Europy. Wszystko się mieszało – zacofana historia z archeologią z moimi dziwnymi wizjami oraz poszukiwaniami i odkryciami. Długo nie mogłam z tego błędnego koła wyjść, aż do czasu gdy zaczęłam odrzucać wszystko czego się uczyłam w szkole, a to co pozostało było niezwykłe, lecz wymagało badań interdyscyplinarnego zespołu. Gdy odważyłam się o tym mówić i pisać cała sprawa wzbudziła kontrowersje i wielkie awantury. Byłam atakowana i ośmieszana przez wszystkich, w tym przez psychotroników, którzy do mnie się zgłaszali. Okazało się, że chcieli wszystko wiedzieć, ale nie po to, aby to badać i współpracować, ale aby wykorzystać to dla własnych celów i korzyści, a w rezultacie ośmieszać moje badania i odkrycia. Musiałam odciąć się od wszystkich, aby nie dać się zmanipulować, bo o współpracy z nimi nie było mowy. Mówienie o tym co odkrywałam w kamiennych kręgach oraz we wzgórzach Gdyni oznaczało, że „wszystko widzący i wiedzący” psychotronicy ośmieszą to tak samo jak naukowcy broniący swoich zacofanych TEORI i HIPOTEZ. Czym są teorie i hipotezy doskonale wiecie, a jeżeli nie, to odsyłam do Internetu.
Po napisaniu i wydaniu pierwszej książki w 1998 roku zat. „Z pamiętnika jasnowidzącej … Tajemnice kamiennych kręgów” zgłosiło się do mnie bardzo dużo ludzi z całej Polski i z zagranicy. Najwięcej było psychotroników, którzy chcieli badać kamienne kręgi. Gdy z nimi rozmawiałam sprawiali wrażenie inteligentnych ludźmi, a przy tym byli psychotronikami, czyli wrażliwymi ludźmi! (Okazało się, że w czasie tych lat z badań najlepiej im wychodzą koncerty gongów tybetański i idiotyczne obrzędy i rytuały w kamiennych kręgach.)
Tak poznałam Izę J. i Tomasza G. z Krakowa. Zaprosili mnie do Krakowa i wyjechaliśmy na tygodniową wyprawę po Małopolsce. Kilka miesięcy później przyjechali do mnie do Gdyni, aby w czasie tygodnia zwiedzić Kaszuby i kamienne kręgi, które badałam w tym czasie.
Był maj 2000 rok… Pojechaliśmy do kamiennych kręgów w Odrach i Węsiorach, a następnie wybraliśmy się do Grzybnicy k/Koszalina. Przy okazji mieliśmy odwiedzić znajomą zainteresowaną moimi badaniami - panią Elżbietę S. Mieliśmy wspólnie zwiedzić jej okolicę oraz kamienne kręgi w Grzybnicy. Postanowiliśmy pojechać okrężną drogą przez Łebę, gdyż Iza i Tomek chcieli zobaczyć pustynię w Łebie. Przebywaliśmy kilka godzin na wydmach brnąc w miałkim piasku pustyni nad Morzem Bałtyckim

Wyjeżdżając z Łeby do Koszalina uzgodniliśmy, że gdzieś na trasie zjemy obiad. Mijaliśmy wioskę rybacką nad jeziorom Łebsko, gdy Iza na zakręcie zobaczyła szyld - „Zajazd pod diabelskim kamieniem”.  
 – To coś dla Zosi. Tutaj zjemy obiad, a potem zobaczymy ten „diabelski kamień”.
Czytali moje artykuły w magazynie „Czas UFO” stąd wiedzieli, że badam również tzw. „diabelskie i święte kamienie”. Córka właścicieli zajazdu zaprowadziła nas do „diabelskiego kamienia” i mimochodem wspomniała o kamiennej wyspie na jeziorze oraz związanej z tym miejscem legendzie. Zaintrygowała nas ta historia, ale jak tam się dostać? Dziewczyna powiedziała, że zna chłopaka, który ma małą żaglówkę i może nas tam zawieźć. Poszła po niego, a my w tym czasie badaliśmy wielki głaz leżący w szuwarach nad brzegiem jeziora.
Kamień był duży, w kształcie spłaszczonego trójkąta, w środku był wyższy - ok. 1m i ok. 4 m szerokości. Na jednej trzeciej długości kamienia było duże pęknięcie. Na jego środku była zamocowana kotwica z metalową długą rurą. Na kamieniu były widoczne różne znaki, które wymagały analizy i czasu. Sprawdziliśmy częstotliwość promieniowania, czyli kolor w widmie światła białego oraz wir. Wir był prawy (blokujący), a kolor śliwkowy. W jednym miejscu wyczuwałam wyraźne impulsy, co oni również potwierdzili. Z moich badań tego typu kamieni oraz kamiennych kręgów wiedziałam, że jest tam dużej mocy implant. Kamień należał do tzw. „sieci diabelskich kamieni” wg. planu dr Jana Pająka.
Nie było czasu na dalsze badania, gdyż ścieżką z góry nadchodziła dziewczyna z chłopakiem. Przedstawił się i zaoferował nam przejazd swoją żaglówką do kamiennej wyspy na środku jeziora. Opowiedział nam legendę o zaklętym zamku, po którym pozostała kupa kamieni. Zainteresowało nas to i chcieliśmy zobaczyć te kamienie, ale ponieważ śpieszyliśmy się do Koszalina, więc umówiliśmy się  następnego dnia przy drewnianym pomoście o godz. 15.00.  
Przyjechaliśmy przed czasem, chłopak czekał na pomoście, przy którym cumowała mała żaglóweczka. Obok stał starszy mężczyzna i bacznie się nam przyglądał. Tomek z Izą od razu weszli do łodzi, ale ja długo patrzyłam na spokojne jezioro, na odległe białe wzgórz Pustyni Łebskiej, a potem na małą łódź.
- Wsiądę jak dostanę 5 kapoków – powiedziałam z powagą.
Wszyscy ryknęli śmiechem, a najgłośniej śmiał się 19-letni kapitan.
- A po co pani 5 kapoków? – zapytał ze śmiechem rozglądając się wokoło jakby szukał ukrytych pasażerów.
- Dla mnie – odpowiedziałam z całą powagą, ale z nutą humoru, bo przecież wszyscy wiedzieliśmy, że nie założyłabym pięciu kapoków! Chciałam w ten sposób pokazać, że czuję poważne zagrożenie.  Mój brat utonął więc w tajemnicy przed matką uczyłam się pływać na basenie „ARKI” w Gdyni. Ale co innego basen, a co innego wielkie wzburzone jezioro o średnicy kilku kilometrów!
- Nie umiem dobrze pływać, a to jezioro jest niebezpieczne. Dno jeziora jest na 2 -3 m w głąb muliste od piasku z wydm i każdy kto wpadnie nawet na brzegu nie wyjdzie o własnych siłach. Czy nie słyszał pan o tym, że tutaj przed laty przy brzegu utonęło 17 harcerek? Przy kościele widzieliśmy dwie tablice z ich nazwiskami! 
Wszyscy spoważnieli, a młody kapitan poszedł do pobliskiej szopy i przyniósł 3 kapoki. Bez słowa podał mi największy. Zapytałam - jak długo potrwa nasza wyprawa? Czy mamy zabrać wodę i prowiant? Młody kapitan odpowiedział:  Przy dobrym wietrze wrócimy za ok. 45 minut. Wsiadłam z dziwnym oporem, a on natychmiast podniósł żagiel i ruszyliśmy z lekkim wiatrem do oddalonej ok. 2-3 km kamiennej wyspy na środku jeziora. Pokazał nam gdzie nad brzegiem jeziora znajdują się obozy – od wschodu obóz botaników, a od zachodu baza płetwonurków. Na północy było Morze Bałtyckie połączone z jeziorem rzeką. Opowiadał nam o jeziorze różne ciekawostki. Dopłynęliśmy do kamiennej wyspy na której siedziały czarne ptaszyska – kormorany oraz białe mewy. Była to dla nich wymarzona przystań. Najbardziej  zaskoczyło mnie to, że wszystkie kamienie, które wystawały ok. 2 metry ponad lustro wody były czarne. Mógł to być ich naturalny kolor lub z powodu wodorostów, które je od setek  lat pokrywały. Zwróciłam im na to uwagę i okrążając kamienną wyspę wypatrywaliśmy jasnych kamieni. Szerokość kamiennej wyspy ma chyba ok. 20 metrów. Nasz młody kapitan mówił, że w czasie sztormów woda zalewa kamienną wyspę, która staje się wówczas niewidoczna i przez to niebezpieczna dla żeglarzy.

Żagiel łopotał na wietrze, gdy okrążaliśmy wyspę trzy razy, Tomek robił zdjęcia, a gdy mieliśmy dość wrażeń ruszyliśmy z powrotem do brzegu. Byliśmy może w odległości ok. 100 metrów od wyspy gdy nagle jakby ktoś pstryknął palcami, wiatr ucichł i staliśmy na środku jeziora na gładkiej zielonkawej tafli jeziora. Okazało się, że na łodzi nie ma wioseł więc mogliśmy tylko czekać na wiatr, który nie wiadomo kiedy zawieje! Żar lał się z nieba, a my bez kropli wody do picia, bo przecież wyprawa miała trwać 45 minut. Co tu robić? Dlaczego musimy akurat w tym miejscu stać?!
Zastanawiałam się co jest pod nami? Iza i Tomek byli psychotronikami więc zadałam im to pytanie i prosiłam aby sprawdzili co tam jest. Kilka minut trwali w milczeniu. Powiedzieli, że coś jest pod dnem jeziora, chyba jakaś baza… 
- Czyja baza? – zapytałam.
Nie wiedzieli czyja, ale coś nas tu trzyma.
- Tu jest baza kosmiczna szaraków. Coś nam szykują… - powiedziałam w zamyśleniu.
Rozmawialiśmy o tym chwilę, ale oni, w przeciwieństwie do mnie, nie bardzo tym się zainteresowali.  Świadomość tego co tam jest wzbudziła we mnie czujność. Ale było tam coś jeszcze…
- Wiecie co tam jest...? Piramida…
Sama byłam zdumiona i nie wiedziałam co o tym myśleć. (Było to blisko 17 lat temu!) Tomek patrzył na mnie ze śmiechem i grymasem na ustach, jakby chciał powiedzieć: głupoty gadasz!
 – Eee… to niemożliwe! – skwitowała to Iza.
Nie rozmawialiśmy już na ten temat i siedzieliśmy w milczeniu znużeni upałem. Ja rozglądałam się i zastanawiałam się czy są tam jakieś inne bazy OBCYCH. Wyszło mi że tak…  Co knują szaraki i inne gadziny? Zastanawiałam się wówczas, czy te kamienie mają implanty, tak jak tzw. „diabelskie lub święte kamienie”? Tak minęło ok. 1,5 godziny…
 Młody kapitan przysłuchiwał się naszym rozmowom, ale potem znudzony bezruchem nagle wstał, wyrzucił linę za burtę i nagle bez uprzedzenia wskoczył do wody. Pływał ok. 10 minut i już dosięgał liny za burtą, aby podciągnąć się do łodzi, gdy nagle zerwał się wiatr, żagiel wydął się jak balon i pomknęliśmy jak sto koni!  W czasie minuty byliśmy ok. 100 metrów dalej, fale zrobiły się groźne, a głowa chłopaka była już ledwie widoczna.
Łódź mknęła z zawrotna prędkością, a my nadal siedzieliśmy w osłupieniu. Zobaczyłam ich blade twarze wpatrzone we mnie, tak jakby czekali na to, że ja coś zrobię. Nikt z nas nie był żeglarzem i nie potrafiliśmy pływać tak jak ten chłopak. Nie przepłyniemy 2-3 km wśród wzburzonych fal. Były małe szanse, że dotrzemy do brzegu bez wywrotki łodzi. Obok nas leżały wyśmiane kapoki, które nagle okazały się bardzo ważne i potrzebne. Tylko kto nas wyłowi i co z chłopakiem? W sytuacji śmiertelnego zagrożenia czułam spokój i opanowanie…
Rozejrzałam się po jeziorze i oceniłam sytuację. W czasie kilku sekund analizowałam naszą sytuację i zastanawiałam się co możemy zrobić? Oni patrzyli na mnie jakby czekali na to co powiem i jak się zachowam.
- Musimy wrócić po chłopaka, bo on się utopi, a my sami bez niego nie damy rady dopłynąć tą łodzią. Czy ktoś z was wie jak to się hamuje? (Mówiąc to przebierałam nogami jakbym hamowała w samochodzie!)
 - Trzeba zdjąć żagiel – odpowiedział Tomek.
- A jak zdjąć tą szmatę?!
Tomek badawczo patrzył na maszt, po chwili odwiązał jakąś linę i żagiel spadł na pokład. Żaglówka gwałtownie wyhamowała niebezpiecznie kołysząc się na wzburzonych falach.
- A teraz zawracamy po niego. Tomek skręć tą wajchę z tyłu!
- A w którą stronę skręcić? – zapytał.
- Wszystko jedno!
- Ale w którą stronę mam skręcić?! – zapytał ponownie.  
Popatrzyłam na niego zdziwiona i nagle zdałam sobie sprawę, że on uznał mnie za dowódcę w tej krytycznej sytuacji i czekał na precyzyjne polecenia. Iza w czasie tych kilku minut rozpaczliwej akcji  nie powiedziała ani słowa.
- No dobra, skręcaj w prawo! Kieruj tak, aby podpłynąć jak najbliżej chłopaka, będziemy krążyć wokół niego, a ja jemu rzucę linę.
Żaglówka zawracała, a my wypatrywaliśmy jego głowy pośród fal. Zobaczył nas, zrozumiał co chcemy zrobić i pokiwał ręką. Gdy się zbliżyliśmy wstałam, podniosłam zwiniętą linę leżącą na pokładzie i wyrzuciłam ją w stronę chłopaka. Nie złapał jej, gdyż byliśmy za daleko, więc jeszcze raz go okrążyliśmy, a ja w tym czasie szybko zwijałam linę. Gdy był blisko wyrzuciłam ją ponownie, zdążył ją złapać, szybko podciągał się do łodzi i zwinnie wskoczył na pokład. Stał chwilę patrząc przed siebie,  blady i w szoku.
 – Dziękuję że mnie nie zostawiliście – powiedział nie patrząc na nas.
 Podszedł do masztu, podniósł żagiel, a potem sterował żaglem po prostu po mistrzowsku! Musiał myśleć o tym co się zdarzyło, gdyż po długiej chwili patrząc na nas powiedział:
- Ja tutaj nie raz z kolegami skakałem z łodzi i pływaliśmy, a za łodzią ciągnęła się lina, której się trzymaliśmy aby wejść na pokład. Nigdy nie zdarzyła nam się taka sytuacja.
Patrzył na mnie i widać było na jego twarzy wstyd i zażenowanie, gdyż wiedział, że nie umiemy sterować łodzią i nie umiemy pływać, ale poradziliśmy sobie i to my go ratowaliśmy. Wiedział, że to  ja domagałam się pięciu kapoków, a oni śmieli się ze mnie…
Wiał silny wiatr, była duża fala - „czwórka”, a on kierował tak, że płynęliśmy na grzbietach fal „slalomem gigantem” w ciszy i skupieniu. Była coraz większa bryza i byliśmy mokrzy, ale nam to nie przeszkadzało, bo szczęśliwie wracaliśmy do brzegu. Po mistrzowsku zacumował przy pomoście, na którym czekał ten sam starszy mężczyzna, ale młody kapitan zanim wstał odwrócił się do nas i z powagą powiedział:
- Dziękuję, że mnie nie zostawiliście. Mam prośbę, nie mówcie kierownikowi co zrobiłem, bo straciłbym licencję. (Wiedział, że mógł tam utonąć! Zrozumiał, na co nas naraził, ale co powiedział kierownikowi możemy się tylko domyśleć! Jakaś „blondynka” wypadła za burtę! Ja wówczas byłam brunetką. Teraz już mocno posiwiałam, bo czas i życie pędzi jak łódź z wydętym żaglem na wzburzonym jeziorze…)  Odpowiedzieliśmy jemu, że nic nie powiemy.
- A co tam się stało na jeziorze? – z powagą zapytał kierownik, gdy wysiadaliśmy z łodzi.
Nic nie odpowiedzieliśmy. Chłopak był bardzo młody, mógł być moim synem i dużo musiał się jeszcze nauczyć. Wybierał się na studia do Akademii Morskiej. Podziękowaliśmy za wycieczkę i pożegnaliśmy się z nimi.
Tego dnia mieliśmy dość wrażeń… Wsiedliśmy do samochodu i spragnieni najpierw napiliśmy się wody, a potem w ciszy ruszyliśmy w kierunku Gdyni. Dopiero za Lęborkiem zaczęliśmy rozmawiać o tym co tam się zdarzyło. Zdaliśmy sobie sprawę jak niewiele brakowało, abyśmy wszyscy zginęli. I nieważne było, że żagiel nazwałam szmatą, bo w tym momencie to nie było ważne, gdyż oni i tak zrozumieli co miałam na myśli. Wspominając to później śmieliśmy się wszyscy….

WNIOSKI

To co się zdarzyło na jeziorze zainteresowało kierownika, który jak się okazało cały czas obserwował nas z pomostu. Prawdopodobnie również obserwowali nas płetwonurkowie oraz botanicy, których widzieliśmy na brzegu jeziora. Nasza żaglówka była jedyną, który wtedy była na jeziorze. Sądzę, że oni  wiedzieli o anomaliach na jeziorze i o wielu historiach, jak również o tragediach, które tutaj się zdarzały. Nie mogliśmy o tym porozmawiać z kierownikiem, gdyż obiecaliśmy to młodemu kapitanowi. To, że wyszliśmy z tego cało, to cud, bo w takich sytuacjach zdarzało się, że doświadczeni żeglarze ginęli, a co dopiero tacy amatorzy jak my. Widocznie mieliśmy przeżyć, zapamiętać oraz coś zrozumieć. Co zrozumieli Iza i Tomek z tej dziwnej „przygody”? Nic nie zrozumieli! Zapomnieli o mnie i o moich badaniach…
Co ja zrozumiałam?
Silne wrażenia i realne zagrożenie życia nie pozwalało mi o tym zapomnieć. Dzisiaj wiem, że w jeziorze Gardno jest piramida, zasypana piaskiem pustyni i zalana wodami jeziora, jako artefakt z poprzednich cywilizacji, ale OBCY strzegą tej tajemnicy… To co się tam zdarzyło, było dla mnie ostrzeżeniem i wskazówką.
Cyt. „Najbardziej zaskoczyło mnie to, że wszystkie kamienie, które wystawały ok. 2 metry ponad lustro wody były czarne. Mogły mieć taki naturalny kolor lub były pokryte wodorostami i mszakami. Oglądałam je dokładnie aby znaleźć jakiś jasny kamień. Szerokość kamiennej wyspy ma chyba ok. 20 metrów. Nasz młody kapitan mówił, że w czasie sztormów woda zalewała kamienną wyspę, która staje się niewidoczna i przez to niebezpieczna dla żeglarzy.”
Jeżeli kamienna wyspa wystawała ok. 2 lub więcej metrów z wody to ile metrów sięgała w głąb jeziora? Jezioro jest płytkie - średnia głębokość 2,6 m. Jaka jest głębokość jeziora przy kamiennej wyspie tego nie wiem, ale załóżmy że 2 m. To daje ok. 4 m wysokości kamiennej konstrukcji.  Dno jest pokryte piaskiem zwiewanym z wydm miejscami do ok. 3 m. Dodajmy + 3m = ok. 7m. Tyle wystaje kamienna wyspa z dna jeziora. Czy jest możliwe, że jest dużo większa i ma kilkadziesiąt metrów lub nawet kilkaset metrów wysokości? Jak najbardziej… lecz ja tym nigdy nie będę się zajmować. Tym muszą zająć się płetwonurkowie oraz geolodzy, którzy pobiorą próbki z kamieni i je zbadają. Fizycy muszą zbadać pole magnetyczne i inne sprawy wokół kamiennej wyspy. Trzeba prześwietlić dno jeziora i zobaczyć co tam jest…
Wokół kamiennej wyspy jest pas anomalii, który powoduje, że nagle staje się cisza. W naszym przypadku dziwnym zbiegiem okoliczności wyglądało to tak, jakby ktoś czekał, aż któreś z nas wyskoczy z łodzi, aby się ochłodzić i gdy miał już złapać linę i wejść na pokład nagle powiał gwałtowny wiatr, łódź  się rozpędziła i z niesamowitą prędkością oddalała się od tego miejsca, a osoba pływająca pozostała na wzburzonym jeziorze, gdzie dno jest muliste. Gdyby ten chłopak tam utonął, to mulisty piasek pochłonął by ciało jak bagno. Nie dość złośliwości „natury” albo raczej szarych ufoludków! My siedząc na pędzącej łodzi, nie znając się na sterowaniu żaglówki, wiedzieliśmy, że bez sternika nie dopłyniemy do brzegu bez wywrotki. Nie umieliśmy pływać na tyle, aby pokonać taką odległość na wzburzonym jeziorze. Jedynym ratunkiem były wyśmiane kapoki…
W sytuacji śmiertelnego zagrożenia czułam spokój i opanowanie. Iza i Tomek patrzyli na mnie i widzieli że jestem spokojna, dlatego wyszliśmy z tej „przygody” cało.

Co nam pokazała kamienne wyspa?
Była to lekcja pokory i myślenia o tym co kryje ta legendarna kamienna wyspa. Legendy są ważną wskazówką, ale najważniejsze są badania. Żyjemy w XXI wieku, a nie w Średniowieczu i trzeba to badać współczesnymi metodami. Jeżeli jest tam bazaltowa piramida, to ona działa…
 Iza i Tomek nie zrozumieli, że to była ważna lekcja i wskazówka dla nas… Oni to zlekceważyli, ale ja to zapamiętałam i dlatego teraz o tym piszę, gdyż ma to doniosłe znaczenie. Ma to związek z BAZALTOWĄ PIRAMIDĄ W GDYNI i tylko w tym kontekście można zrozumieć czym jest kamienna wyspa w jeziorze Łebsko. Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, bo bazaltową piramidą zajęłam się kilka lat później, po nagłośnieniu sprawy zasypanej piramidy w Świętej Górze w Gdyni.

Czym jest BAZALTOWA PIRAMIDA w Gdyni?
Pisałam na ten temat obszerny artykuł…
http://wszechocean.blogspot.com/2016/02/bazaltowa-piramida-w-gdyni-jaka-bedzie.html
http://wszechocean.blogspot.com/2016/02/bazaltowa-piramida-w-gdyni-2.html
http://wszechocean.blogspot.com/2016/02/podsumowanie-rozwoj-wokien-bazaltowych.html
oraz
Cz.1 https://www.facebook.com/notes/eleonora-zofia-piepi%C3%B3rka/bazaltowa-piramida-w-gdyni-jaka-b%C4%99dzie-przysz%C5%82o%C5%9B%C4%87-cywilizacji-cz1/1308422422516960
Cz.2 https://www.facebook.com/notes/eleonora-zofia-piepi%C3%B3rka/bazaltowa-piramida-w-gdyni-jaka-b%C4%99dzie-przysz%C5%82o%C5%9B%C4%87-cywilizacji-cz2/1308433985849137

FRAGMENTY  - „CZARNA PIRAMIDA w Gdyni!

„Ta piramida to zaledwie „czubek góry lodowej”! Wiem, że na Ziemi jest ich dużo więcej i są ustawione w strategicznych miejscach, ale od czegoś trzeba zacząć. Naukowcy zaczynają swoje badania od hipotez i TEORII, które są podstawą do poszukiwań, badań i analiz. Ja zaczynam od opisu wizji i snów, które traktuję jako moje TEORIE, gdyż są inspiracją do myślenia, poszukiwań, badań i analiz. Pierwsze wizje i sny dotyczące czarnej piramidy były dziewięć lat temu (2007 rok) i powtarzały się, a to oznaczało, że jest to bardzo ważna sprawa i miałam się na tym skupić.  Opis wizji w linkach powyżej.
„….Przeanalizuję pierwszą cześć wizji gdyż jest najważniejsza.
„Patrzyłam z dużej wysokości na coś co przypominało małą czarną bryłę lub skałę połyskującą w blasku słońca. Zastanawiałam się co to jest?” Perspektywa z jakiej patrzyłam symbolizuje odległy czas w zamierzchłej przeszłości cywilizacji. Wiem, że żyjemy w Czwartej Cywilizacji, a więc odległa perspektywa wskazuje na Pierwszą – najstarszą cywilizację CZŁOWIEKA. Kolejne zbliżenia wskazują następne cywilizacje. To na co patrzyłam wydawało się bardzo odległe, małe i przypominało  bryłę czarnego węgla lub czarny kamień.
 „Obraz się zbliżył i zobaczyłam geometryczny zarys przypominający małą czarną piramidę stojącą na jasnej pustyni. Gdy się jej przyglądałam była aksamitnie czarna i błyszcząca jakby była pokryta jakąś błyszczącą okładziną.”
W wizji znowu pojawia się zbliżenie czyli czas kolejnej cywilizacji. Piramida w wizji stała na pustyni tak jak piramida w Gizie. W naszej cywilizacji na tym terenie (GDYNIA) nie ma pustyni, jest Morze Bałtyckie, które wg geologów powstało 6 tysięcy lat temu, a Gdynia jest pełna wzgórz. Czy oznacza to iż zanim powstało morze na tych terenach była pustynia oraz była inteligentna cywilizacja, która zbudowała tę czarną piramidę? Ale w jakim celu? No chyba nie jako grobowiec lub świątynię - jak chcą naukowcy?!
… Kolejna cywilizacja… „Obraz się przybliżył i zobaczyłam ją z bliska. Stałam u jej podstawy. Jej kształt przypominał piramidę Cheopsa w Egipcie, ale ta w wizji była z czarnych, dużych bloków i miałam wrażenie, że jest dużo wyższa. Zrobiła na mnie niesamowicie wrażenie, gdyż w rzeczywistości nigdy nie widziałam czarnej piramidy. Długo na nią patrzyłam tak jakbym miała dobrze zapamiętać każdy szczegół. W wizji przyglądałam się z bliska czarnym blokom skalnym. Wszystkie były duże, prostokątne i doskonale dopasowane. Żaden czarny blok nie był uszkodzony (tak jak to jest w przypadku Wielkiej Piramidy). Czubek piramidy był wyraźnie widoczny, ale czarna piramida była bez okładziny z płyt.” Oznacza to, że była to już kolejna cywilizacja na tym terenie, która przeminęła, a ja w wizji stałam u jej podstawy, tak jak miliony ludzi stoi z podziwem patrząc na Wielką Piramidę w Gizie. W rzeczywistości czarnej piramidy nikt nie widział, bo została zasypana i zalana w czasie ostatniego  kataklizmu na naszym terenie.
… Analizując wizję czarnej piramidy dochodzę do istoty sprawy.  „Kolor i struktura bloków przypominała czarny wulkaniczny bazalt. Pomyślałam - skąd budowniczowie wzięli takie ilości bazaltu?! Gdy obraz się zbliżył, zobaczyłam, że wszystkie bloki były porowate jak pumeks. Co to właściwie jest?! Jak oni to zrobili? Miałam wrażenie jakby ta piramida stała tutaj zapomniana od tysięcy lat. Ale gdzie ona jest?”
… W świetle tych informacji Czarna Bazaltowa Piramida jest niezniszczalna. Czy w zamyśle budowniczych miała przetrwać wszelkie kataklizmy, aż do naszych czasów? Co ukrywa i skutecznie izoluje CZARNA PIRAMIDA? Jest bezcenna… To wynika z wizji.”

Petrogeolog dr F. Zalewski z Krakowa
Jest jedynym specjalistą od piramid w Polsce. W czerwcu 2016 roku podczas wykładu w Gdańsku wyjaśniał w jaki sposób badał piramidy w Gizie i jak długo bronił swojej pracy doktorskiej na AGH. Swoją wieloletnią pracą udowodnił, że piramida w Gizie została zbudowana przez wysoko rozwinięte technicznie cywilizacje, a nie przez prymitywne cywilizacje - jak chcą egiptolodzy! Za te badania jest znienawidzony w środowisku naukowym, gdyż obala dotychczasowe TEORIE i HIPOTEZY NAUKOWE o prehistorii Ziemi i ludzi.
„Piramidy pod mikroskopem  - geolog dr Franc Zalewski wykład w GDAŃSKU
Około 13 000 lat temu w Gdyni...

Fragmenty z wywiadu…
https://lukaszkulak92.wordpress.com/2015/12/12/zaawansowana-cywilizacja-z-krakowa/
cyt. „Pan Jan po wieloletnich badaniach w różnych miejscach świata m.in.: na kontynencie europejskim, afrykańskim i amerykańskim doszedł do wniosku, że w czasach prehistorycznych na Ziemi istniała globalna cywilizacja, którą ostatecznie unicestwiła katastrofa na skalę kosmiczną ok. 13 000 lat temu (dokładnie wg. geologa 12 760 lat temu, młodszy dryas). Chcąc dowiedzieć się nieco więcej zapytałem, co właściwie przemawia za prehistoryczną, globalną katastrofą?
- Wszystko. Katastrofa to ślady zapisane geologicznie. Rozpocząłem swoje badania w Egipcie i kontynuowałem je dalej w Polsce i Stanach Zjednoczonych. Identyczna kwestia dotyczy znaków istnienia zaawansowanych cywilizacji w prehistorii, które możemy odnaleźć nawet w Polsce.
– Rozumiem, że katastrofa miała charakter globalny?
– Oczywiście. Sądząc po śladach, które odnalazłem w 2003, 2004, 2005 i 2006. Po wielu latach pracy w 2010 roku Amerykanie odnaleźli ślady katastrofy na terenie USA w Karolinie Północnej, gdzie znajduje się pole kraterów meteorytowych, które datowali na 12 800 lat. Od 3 – 5 lat na całym świecie zaczęła się pojawiać ta data na konferencjach naukowych, choć nigdy wcześniej nikt nie wspominał o tak katastrofalnym wydarzeniu na skalę globalną w tym czasie. Kiedy pojechałem na konferencję młodych egiptologów i powiedziałem, że kataklizm miał miejsce ok. 13 000 lat temu, to od tamtej pory nikt nie przyjmuje moich referatów. Chodzi o to, że nikt nie chce o tym słyszeć, ponieważ to podważa wszystkie badania. Dowodów naukowych potwierdzających katastrofę nie da się nigdzie opublikować. Jednak od pewnego czasu ludzie zaczęli dostrzegać, że jednak coś w tym wszystkim jest. Amerykanie potwierdzili moje przypuszczenia dotyczące kataklizmu i próbowali opublikować swoje badania w 2009 roku w „Science”. Okazało się, że sztuka ta jest niemożliwa. Wobec tego spróbowali swoich sił w rosyjskim czasopiśmie naukowym i odtąd wszyscy zaczęli datować, że katastrofa wydarzyła się 10, 12 tysięcy lat temu. Ja mówię konkretnie: katastrofa ta, wydarzyła się 12 760 lat temu, wiosną.
 – Jeżeli zdawał sobie Pan sprawę z podejścia akademickich naukowców do tych tematów, co skłoniło Pana, by pozostać przy swoim?
– Ponieważ to są rzeczy oczywiste, których nie da się inaczej interpretować. Ja się tego nie boję. Męczyłem się tak jak inni ludzie, byłem różnie nazywany. Dlatego zajmuję się rzetelną nauką: geologią. Interesuję się petrografią, mineralogią, śladami obróbki i narzędziami jakich można było użyć - typowe podejście inżynierskie. Jeżeli coś mówię, to nikt nie jest w stanie udowodnić, że powiedziałem coś nie tak. Podaję tylko fakty. Dlatego też obroniłem doktorat, jestem w gronie tych akademickich naukowców i nie boję się tego mówić. Jeżeli chodzi o obróbkę kamienia, to niedawno dowiedziałem się, że w najnowszych książkach na ten temat napisane jest bardzo niewiele w porównaniu z publikacjami z lat wcześniejszych np. z 2005 r. Kiedyś rozpisywano się na kilkunastu stronach, a dzisiaj? Raptem pół strony! Obecnie podawane jest, że tylko za pomocą twardszych kamieni można obrobić miększe. Tak więc na temat obróbki kamieni w starożytności nie jest napisane w zasadzie nic. Dzieje się tak, ponieważ w cała sprawę archeologii wmieszali się geologowie, którzy podważyli obowiązujące standardy naukowe. Za 20 lat zaczniemy się zastanawiać się nad tym głębiej. Teraz jeżeli wykraczasz poza dogmaty naukowe jesteś nazywany wariatem.
…Geolog niejednokrotnie podkreślał, że nie trzeba wcale podróżować po całym świecie, żeby odkryć ślady po prehistorycznych, wyrafinowanych kulturach. Wiele śladów istnienia takich cywilizacji mamy bowiem pod nosem! I Faktycznie zgadzam się z Panem Janem w całej rozpiętości. Wystarczy tylko ( al bo aż dobrze patrzeć i trochę pomyśleć … Pan Jan powiedział mi, że niektóre ślady (zdjęcia w linku) wskazują na to, że wiertła używane przez nieznanych budowniczych nie miały charakteru stałego, a ruchomy, co wykracza poza współczesne wyobrażenia inżynierów.” Podobne ślady na kamieniach są również w Wielkiej Piramidzie i na płaskowyżu Gizy.

Film CZARNA PIRAMIDA I OTWARCIE PORTALU
Wywiad dla Radia Islanders zat. "Bazaltowa piramida" w Gdyni...

Co wiemy o jeziorze Łebsko?
Wystarczy wpisać hasło w Google i każdy może przeczytać wiele informacji na ten temat.
***
Gardno (dawniej Jezioro Gardeńskie, kaszb. Gardno, niem. Garder See) – poligenetyczne jezioro przybrzeżne położone na Wybrzeżu Słowińskim w województwie pomorskim. Od Morza Bałtyckiego oddzielone jest piaszczystą mierzeją, przeciętą przepływającą przez Gardno rzeką Łupawą. Ma powierzchnie 2469 ha i maksymalną głębokość 2,6 m. W całości wchodzi w skład Słowińskiego Parku Narodowego. W obrębie akwenu jeziora znajduje się rezerwat Wyspa Kamienna.
Obszar ochrony ścisłej Wyspa Kamienna
Rezerwat przyrody Wyspa Kamienna – ścisły rezerwat faunistyczny obejmujący małą wysepkę na jeziorze Gardno na obszarze Słowińskiego Parku Narodowego (o powierzchni 0,6 ha). Ochronie rezerwatu podlegają miejsca lęgowe kormorana czarnego i mewy srebrzystej. Najbliższe miejscowości to Rowy i Gardna Wielka.
Wypadek łódzkich harcerek w 1948 roku

18 lipca 1948 roku na jeziorze miał miejsce wypadek, w którego wyniku utonęło 25 osób. Ofiarami były 22 nastoletnie harcerki z 15. Łódzkiej Drużyny Harcerskiej, organizatorka ich obozu w Gardnie Wielkiej, żona przewoźnika, oraz miejscowa kobieta zatrudniona w obozowej kuchni. Przyczyną była nieodpowiedzialność miejscowego przewoźnika, który w dwóch łódkach (jedna z silnikiem, a druga na holu) mogących w sumie pomieścić maksymalnie 21 osób, umieścił 40 osób.
„Stojąc nad Łebskiem lub Gardno w upalny dzień, można przecierać oczy ze zdumienia. Po pierwsze tafla jeziora jest niemal idealnie gładka, choć jezioro jest wielkie. Po drugie woda w nim jakoś dziwnie żółta.
Ale co najdziwniejsze, za kurtyną rozgrzanego powietrza drżącego w oddali widać niewysokie, ośnieżone… góry? Nieee. To chyba niemożliwe. Góry nad morzem? W dodatku w śniegu?
…Skoro jesteśmy nad morzem, fakt ten nie powinien tak bardzo dziwić. A jednak kraina rozciągająca się między Łebą a Rowami to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na polskim wybrzeżu.
W ciągu jednej godziny można tu przedzierać się przez bagna, znaleźć na środku pustyni i kąpać w wodzie to słodkiej, to słonej. A czasami równocześnie w obu.
Jezioro Łebsko i położone kilka kilometrów od niego Gardno, a także dwa małe jeziorka: Dołgie Duże i Dołgie Małe, leżą na terenie zwanym Mierzeją Gardneńsko-Łebską.
Jeziora oddzielone są od morza wznoszącymi się na pięćdziesiąt metrów górami piasku.
… Rowokół - Położone niedaleko Bałtyku wzniesienie było w czasach pogańskich miejscem kultu Swarożyca – pana słońca i ognia. Na szczycie góry Słowińcy palili nieustannie na jego cześć ogień i składali ofiary ze zwierząt (….)
…To właśnie urok wiosek i osad rybackich rozrzuconych wokół brzegów Łebska i Gardna przyciąga nielicznych turystów. Kilka kilometrów stąd wrzawa na plaży, kakofonia dźwięków z wykwitających sezonowo automatów do gry, wątpliwe aromaty spalonego oleju.
A tu spokojne i leniwe, jak brzęczenie muchy w słoneczne południe, prawdziwe życie. Brukowane uliczki z niskimi domkami rybackimi, małe ogródki z różowymi i białymi hortensjami, delikatny zapach wędzonego węgorza, nieco zmurszałe drogowskazy szlaku rowerowego „Kraina w kratę”, wolne pokoje i niższe ceny.
Wędrujące wydmy pokonują rocznie dystans 510 metrów. Ten sam piasek, który spowodował powstanie jezior, za jakieś 1000 lat je zasypie. Razem z otaczającymi je osadami.”
***
Tak to wygląda nad brzegiem jeziorem Gardno... „spokojnie i leniwie, jak brzęczące muchy w słoneczne południe….”. Muszę się tam ponownie wybrać i popatrzeć na to tajemnicze jezioro. Tamten chłopak jest już dorosłym facetem, wiele się nauczył oraz zrozumiał. Dostał szansę… Gdzie jest ten chłopak? Może on zajmie się sprawą zatopionej piramidy z poprzednich cywilizacji w jeziorze Gardno? Po mistrzowsku potrafił sterować żaglami i mając już duże doświadczenie życiowe, równie po mistrzowsku potrafiłby pokierować wyprawą poszukiwawczo- badawczą!
Ile tym razem trzeba będzie zabrać kapoków??

Eleonora – Zofia Piepiórka

 Gdynia – 08.01.2017r.